Opiszę kiedyś pamiętnik w całości, ale nie teraz, bo córka mi pomaga to napisać w komputerze, a ma małe dziecko i mało czasu, kiedyś opiszę dlaczego. Piszę moje przeróżne wydarzenia, a nawet cuda. Sami to ocenicie, gdy będziecie uważnie czytać każdy mój opis, ten nazwę Za chlebem do pracy w Niemczech. Od dłuższego czasu nie pracowałem i brakowało pieniędzy, pracowałem dorywczo przeróżne prace. Raz siostra zaproponowała, że załatwi mi pracę w Niemczech na 4 miesiące, bo tam jeździła. Ja się wahałem, bo zostawię żonę i 2 dzieci, a żona była nieprzewidywalna, miała nerwicę nigdy nieleczoną, nawet za panieństwa. Ale zmuszony byłem, gdyż brak pieniędzy, do tego jadąc rowerem załatwiać sprawy, a była zima i zimno, wypiłem piwo i po 40 minutach jechałem i policjant mnie zatrzymał i wiedziałem, że będą koszty, sąd. Ale żeby sobie pomóc, upewnić się, czy jechać w myślach postanowiłem, że Biblię na wyrywki będę otwierał i czytał pierwszą stronę, trzy razy powtarzając i 1 raz nic mi nie pomogło, 2 też troszkę, ale 3 raz otworzyłem, jak Józefa sprzedano do Egiptu i wiedziałem, że jadę i że Bóg mi pomoże, wtedy w Polsce byłem nikim, byłem jakby prześladowany. Pracowałem od marca i mało zarabiałem, gdyż siostra za załatwienie tej pracy chciała żebym odpisał jej dom, który w spadku otrzymałem po mamie, część domu, który był na troje. Ja się nie zgodziłem, bo ciężka praca i oddać po mamie, to była jej wola. Siostra z szefową Bosko kumplowały i ustawiała tak mi pracę, że mało zarabiałem. A z domu otrzymałem od żony wiadomość, żeby przesłać prawo jazdy, bo zabrano na 10 miesięcy i pieniądze koszty sądu i pisała żona, że pisma co tydzień jakieś przychodziły to z sądu to z policji. Ja myślę, że to był sposób prześladowania mnie, żeby może mnie zdradzała żona. Byłoby dobrze, bo wiosna przyszła wcześnie ciepło w Niemczech jak i w Polsce, ale w Niemczech co tydzień spadł deszcz i rosło wszystko jak na drożdżach, a w Polsce nic deszczu, kolega jeździł często do Polski i mówił, że w Polsce robi się pustynia. Ja w to wierzyłem, bo to Biblia upewniała mnie, że tak jest, że za te pisma z sądów i zabrane prawo jazdy, a była to dawka dozwolona, mała. Było nas 5 Andrzejów, którzy pracowali. Ja Dąbrowski A. Grabowski A. Pawlak A Opalko A. Lysiak A. ja jak musiałem wypisać kartkę godzin pracy, to pisałem Dąb. A, Grab. A, Paw. A, Opal. A, Lys. A. Szefowa Margaryta już w czerwcu zaczęła mnie dobrze traktować, opowiedziałem o prawie jazdy, jak mi zabrano, lepsze miałem zarobki, do swoich rodziców mnie brała do roboty, na obiad do rodziców kilka razy i chciała żebym dłużej został, to więcej zarobię, ja się nie zgodziłem i mówiłem kolegom, że jadę do domu i zawiozę deszcz do Polski. Koniec czerwca wyjechałem do Polski. Po drodze widziałem pola w Niemczech, zboża śliczne, bo było ciepło i padały deszcze, a w Polsce w Zgorzelcu staliśmy na chwilę, a tam zobaczyłem trawy poschnięte jakby zboże do korzenia po drodze na polach widziałem całkiem gdzie nie gdzie wyschnięte zasiewy, gołą ziemię. Staliśmy w Radomiu, żeby coś zjeść, obiad, była niedziela, a tu nagle spadł deszczyk, chmurka mała jak płachta i ja wiedziałem, że to od Boga to wszystko przyjechałem do domu, a na drugi dzień zaczął padać deszcz po 2 miesiącach suszy ogrody troszkę się odradzały, ale pola były bardzo słabe co chodzi o zbiory. Jeszcze muszę wrócić jak byłem w Niemczech to raz Boska nasza szefowa szła przedostatnia i koło hotelu miała telefon i odebrała rozmowę a koszyk który miała postawiła koło świerków, a było ciemnawo i poszła dalej ja szedłem ostatni i zobaczyłem ten koszyk, a w nim ogromna suma Euro, bo sprzedawała z 50 ha zebrane truskawki. Ja w myślach byłbym ogromnie bogaty jak Józef z Biblii jeślibym koszyk wziął sobie nikt nie widział wszyscy odeszli, ale krzyknąłem do Boski niosąc koszyk w ręku „to twoje”. I jeszcze jedno zdarzenie miałem, które jeszcze teraz myślę czasami o tym. jak kilka razy grałem w Niemczech w totku, tam a w Euro to mogłoby być bardzo dużo jakbym wygrał, ale wysyłałem skreślenia, gorzej było o numery jakie wylosowane i prosiłem pół Niemca Roberta, żeby mi przynosił numery i raz dziwnie się zachowywał długo siedział, a poszedł dopiero jak wynieśliśmy śmieci i ten mój numer skreślenia totolotka. A jemu nie mógłbym ufać, bo był alkoholikiem.
The Journey Begins
Thanks for joining me!
Good company in a journey makes the way seem shorter. — Izaak Walton

